Tu jesteś:
Dzieci czasem zachowują się wrogo – ale nie są naszymi wrogami! – wywiad z Elą Janicką

Dzieci czasem zachowują się wrogo – ale nie są naszymi wrogami! – wywiad z Elą Janicką

Dojrzewanie … a może depresja? Kiedy i jak reagować na zaburzenia psychiczne nastolatków? Czy dzieci potrafią je maskować przed rodzicami? Dlaczego aż 16% dzieci się samookalecza. Gdzie szukać pomocy? Na te i wiele innych pytań, odpowiada Ela Janicka, seksuolożka i psychoterapeutka. Zapraszamy do lektury!

Philipp Zalewski: Dzień dobry, moim Gościem jest dzisiaj Ela Janicka. Na co dzień zajmuje się Pani .…

Ela Janicka: Jestem seksuolożką i psychoterapeutką, specjalizuję się w terapii małżeńskiej, partnerskiej, ale często pracuje też z młodzieżą.

Na potrzeby tej rozmowy wcielę się w rolę nieco zagubionego rodzica. Zacznijmy zatem od początku – docierają do mnie sygnały o narastających problemach dzieci i młodzieży – chcę sprawdzić, czy wszystko u mojego dziecka jest ok. Jak to zrobić? Od czego powinienem w ogóle zacząć?

Myślę, że jeśli pewnego dnia podejmujemy decyzję, ze zostajemy rodzicami, to jedną z konsekwencji tej decyzji jest towarzyszenie naszemu dziecku w codziennym życiu – przy śniadaniu, w samochodzie, w drodze do szkoły, przy lekcjach etc. Jeśli wywiązujemy się z tej roli odpowiedzialnie, to nie musimy posiadać specjalistycznych kompetencji, ani przyjmować żadnych strategii, żeby zauważyć, że nasze dziecko jest nienaturalnie smutne, że brakuje mu energii, traci apetyt lub ma problemy ze snem. Każdy z nas się czasem źle czuje, ale jeśli takie uczucia towarzyszą dziecku regularnie – powtarzają się w kolejnych dniach – to jest to sygnał, że powinniśmy coś z tym zrobić.

Dorośli często potrafią dobrze maskować swoje emocje, zdarza się, że z depresją zmagają się osoby, które postrzegamy jako uśmiechnięte, pogodne. A jak jest z dziećmi? A czy dzieci potrafią nas zwieść, odwrócić uwagę, maskując swoje emocje?

Myślę, że dzieci są w stanie nas „oszukać”, jeśli chodzi o problem, natomiast nie oszukają nas jeśli chodzi o zachowanie. Pod warunkiem, że jesteśmy czujni, oczywiście. Możemy nie być pewni, czego problem dotyczy – mylić się w pewnych domysłach, ale powinniśmy zauważyć, że jakiś problem jest. Dlatego rozmawiajmy, obserwujmy nasze dzieci. Pozwólmy im wyrażać swoje emocje.

No dobrze, ale jak wiadomo rodzic w pewnym wieku – mówiąc delikatnie – nie jest pierwszą osobą, której nastolatek chce się zwierzać ze swoich problemów. Jak nie dać się zwieść zdawkowym odpowiedziom, unikaniu tematu przez dziecko, czy przerzucaniu winy na „bunt nastolatka”?

Rodzice często bagatelizują pewne sygnały – np. jeśli dziecko nie chce iść do szkoły, myślimy: „ale leń, znowu mu się nie chce”. Traktujemy to jako normalną sytuację. A może warto zastanowić się, dlaczego mu się nie chce? I spróbować szczerze i otwarcie o tym porozmawiać? Natomiast w kwestii „buntu” – samo aroganckie nastawienie nastolatków wobec rodziców nie jest niczym złym – tacy byliśmy wszyscy w tym wieku, to zupełnie normalne. W ten sposób młody człowiek szuka swojej tożsamości, autonomii, stara odpowiedzieć na wiele pytań. Często rodzice wtedy myślą, że są niepotrzebni. Nic bardziej mylnego. Dzieci nas potrzebują nas, ale na innych zasadach. Pamiętajmy: nasze dzieci czasem zachowują wrogo, ale nie są naszymi wrogami!  Problem pojawia się wtedy, gdy tym aroganckim zachowaniom towarzyszą: spadek nastroju, smutek, brak energii, poczucie beznadziejności, strata lub nadmierny apetyt, problemy ze snem, rezygnacja z pasji czy zainteresowań. Dlatego nie szukajmy wymówek („leń, znowu mu się nie chce”), tylko rozmawiajmy, obserwujmy, starajmy się zrozumieć. Nie oceniajmy. A gdy dostrzegamy negatywne objawy, które wymieniłam – reagujmy.

Ela Janicka

A gdzie jest granica- gdzie ja jako rodzic, jeszcze mogę ugasić iskrę, pomóc dziecku, a gdzie już nie powinienem próbować pomagać, bo bardziej mogę zaszkodzić?

Rola rodzica zawsze będzie istotna. Nawet jeśli mieliśmy z dzieckiem słaby kontakt przez wiele lat, to nie znaczy, że nie możemy zbudować jakiejś relacji i starać się pomóc. To po pierwsze. A po drugie: kontakt ze specjalistą: psychologiem, psychoterapeutą czy psychiatrą, to zawsze jest dobry pomysł! Jeśli boli nas serce, to idziemy do kardiologa – czy to oznacza, że jesteśmy chorzy? Niekoniecznie, czasami po prostu lubimy „dmuchać na zimne” i chcemy się upewnić, czy wszystko gra. Tak samo powinniśmy podchodzić do zaburzeń psychicznych, emocjonalnych. Każdy z nas wykonuje inną pracę, nie każdy rodzic musi posiadać wiedzę tak specjalistyczną, żeby sam ocenił, czy syn albo córka kwalifikują się już do leczenia, czy nie. Jeśli mamy wątpliwości –  możemy na początku umówić się samemu ze specjalistą – powiedzieć o swoich wątpliwościach, obserwacjach, obawach, ułożyć jakiś plan.

Ok, ale tak jak Pani powiedziała – jeśli boli nas serce, to wiemy, że odpowiednim specjalistą jest kardiolog. A w przypadku zaburzeń emocjonalnych dzieci – gdzie skierować pierwsze kroki: do psychiatry, psychologa czy psychoterapeuty?

Nie ma jednej, jasnej reguły: jeśli trafia do mnie rodzic z dzieckiem, które ma ewidentne objawy ciężkiej depresji, to sugeruję, że niezbędne jest leczenie farmakologiczne i wsparcie psychiatry. Dziecku, które ledwo znajduje motywację, żeby podnieść się z łóżka, nie wystarczy bowiem psychoterapia. Staram się też obalać pewne negatywne mity, obawy dotyczące przyjmowania leków – czasem są nam one po prostu niezbędne i konieczne. Myślę, że działa to też w drugą stronę – zdarza się, że psychiatrzy, zachęcają rodziców oraz ich dzieci do psychoterapii. Nie bójmy się zatem szukać pomocy, nawet jeśli na początku szukamy trochę po omacku i sprawy nie zamyka jedna konsultacja. 

Skorzystanie z pomocy specjalisty to decyzja nie tylko rodzica, ale także i dziecka. Jak je przekonać? Jak o tym rozmawiać.

Szczerze i uczciwie. Przekonywać: „nie masz nic do stracenia, spróbuj, może poczujesz się lepiej?”. Warto także dać jasny sygnał, że dziecko ma pełno prawo do poufności, prywatności w relacji ze specjalistą, że może mówić  o rzeczach, o których z jakiś powodów nie chce powiedzieć rodzicom. To bardzo ważne argumenty. Nie doceniamy swoich dzieci, myśląc, że są zupełnie bezradne, zamknięte w sobie i z góry negatywnie nastawione – one też starają się sobie pomóc na różne sposoby. Więc te argumenty mogą je przekonać. 

Czy dzieci łatwiej mówią o emocjach niż dorośli?

O emocjach łatwiej mówią Ci, których tego nauczono – bez względu na wiek. To rodzice są tymi osobami, które powinny nauczyć dzieci rozmawiać o emocjach. Jak? Bardzo ważne jest pewne przyzwolenie na przeżywanie emocji, wysyłanie sygnałów typu: „rozumiem, że jesteś zła”, „masz pełne prawo być wściekły” – wtedy dziecko oswaja emocje, lepiej sobie z nimi radzi, nie ukrywa ich i nie nie ma problemu z ich przeżywaniem. Jeśli natomiast  rodzic tłumi w dziecku emocje, daje do zrozumienia, że nie wolno, że nie wypada, że to źle – wtedy takie dziecko w dorosłym życiu może mieć znacznie większe problemy z wyrażaniem emocji.

blank

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w jednym ze swoich raportów alarmuje, że aż 16% nastolatków samookalecza się? Czy dzieci – samopkaleczejąc się – chcą zwrócić na siebie uwagę? Dlaczego świadomie zadają sobie ból?

Samookaleczanie to jasny sygnał, że dziecko cierpi, jest w kryzysie i nie radzi sobie z emocjami – a ich przeżywanie jest tak trudne i bolesne –  że świadome sprawienie sobie bólu jest pewną formą ucieczki od problemu. Trudno mi zgodzić się z argumentem, że dzieci chcą zwrócić na siebie uwagę, ponieważ często ukrywają efekty samookaleczania. Niemniej jednak sam fakt, że się samookalecza świadczy, że problem jest poważny i dziecko potrzebuje pilnej pomocy.

Jedna rada na podsumowanie rozmowy?

Drodzy rodzice! Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi – empatycznie, ze zrozumieniem, bez krytykowania. Dajcie im prawo do podejmowania własnych, autonomicznych decyzji, nawet jeśli czasem wydają wam się irracjonalne. Pozwólcie im podjąć decyzję co zjedzą, jak się ubiorą, do której szkoły pójdą. Obserwujcie też swoje dzieci.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Philipp Zalewski, psychologiczneinfo.pl

blank